Kiedy skończyliśmy jeść lunch, spakowaliśmy namiot i robiliśmy wszystko zgodnie z planem Hermiony.
-Zawsze kiedy mamy jakiś plan nic się nie udaje - stwierdził Harry. - Trzymamy się zasad a i tak zawsze rozpętuje się piekło.
Zgodziłem się z Harry'm, planowanie nic nie da, jeśli świat nie przystosuje się do naszych planów, i nie pozwoli im się zrealizować. Przez wzgląd na rozsądek Hermiony wysłuchaliśmy jej decyzji i szybko się deportowaliśmy. Moment w którym wzięliśmy nasze pierwsze oddechy, dźwięk wypełniającej się przestrzeni - wiedziałem, że to zaklęcie zwodzące.
- Świetnie...wiedzą że tu jesteśmy - złapałem z trudem powietrze, wziąłem Hermionę za rękę i zbiegłem w dół ulicy bokiem alei. Zamarłem, kiedy zauważyłem, że w żaden sposób nie mogę się poruszyć w przód, kiedy to Śmierciożercy deptali nam po piętach. Drzwi po mojej prawej stronie otworzyły się i ktoś zawołał Harry'ego :
-Potter ! Tutaj ! - wymamrotał.
Właściwie to popchnąłem Hermionę w stronę drzwi, uważając, aby nikt poza nami nie dostał się do środka. Skierowaliśmy się do schodów prowadzących do kuchni. Uchwyciłem końcówkę jakiejś konwersacji.
-Widziałeś jego twarz ? - powiedział Ron.
-To musi być brat Dumbledore'a - odpowiedział Harry.
Kiedy ustałem na ostatni schodek, wysoki mężczyzna -tak jak mówili- wyglądał zupełnie jak Dumbledore.
-Ty musisz być Aberforth - wymamrotał Harry.
Rozpoczęli pośpieszną konwersację o tym, jak Harry jest głupi, że postanowił przeteleportować się do Hogsmeade, a potem przekształcili to w rozmowę o Dumbledorze i jego zaufaniu do poniesienia tak dużego ciężaru - w oczach Aberfortha - niemożliwej misji, która mogła skończyć się śmiercią.
Nie chciałem tego słuchać, więc przeniosłem mój umysł w strefę myśli o mojej przyszłości z Hermioną. Zanim zacząłem rozmyślania , trójka przeniosła wzrok na portret młodej dziewczyny, towarzyszącej komuś obok niej. Z portretu wyszedł nagle Neville, który patrzył na nas jakby ktoś go pobił.
Przywitał się z Harry’m, Ronem i Hermioną, a kiedy zobaczył mnie, zatrzymał się. Jego reakcja była taka jak przypuszczałem, po tych wszystkich latach szkoły w których robiłem mu na złość.
- Co on tutaj robi ? - zapytał Harry'ego.
- Jest po naszej stronie - odpowiedział Wybraniec.
Neville spojrzał na mnie obojętnie, zanim pokiwał głową.
-Dobrze...bądź po naszej stronie, wtedy my też będziemy po twojej.
Obrócił się i ruszył w stronę holu, chronionego przez portret, a my jeden za drugim poszliśmy za nim. Nie miałem pojęcia w jakim kierunku szliśmy, więc po prostu szedłem za Hermioną która była obok Rona, ten zaś towarzyszył Harry'emu, który przemieszczał się tuż za Nevillem. Po 5 minutach Longbottom zatrzymał się i otworzył portret, przez który przeszliśmy.
- Och, mam nadzieję że to nie mleko kokosowe Aberfortha, bo mam problemy z trawieniem tego czegoś - zabrzmiał znajomy głos Seamusa Finnigana.
Neville dał krok do przodu, a ja patrzyłem jak Harry idzie za nim. Nagle usłyszałem głośne oklaski i masowy doping. Podeszliśmy bliżej i wszystko ucichło. Zastanawiałem się co się wydarzyło, a potem uświadomiłem sobie, że to moja obecność. Kiedy przeszedłem przez portretowy hol i znalazłem się obok Harry'ego, każdy sapał, a uczniowie nawet robili pszczelą linię przez drzwi.
- Hej, nie przejmujcie się ludzie, Draco jest z nami - Harry jęknął głośo.
Na te słowa wściekły tłum uspokoił się.
- Jak mamy mu zaufać ? Jest ze Slytherinu. - warknęła przypadkowa dziewczyna
- Pomógł nam włamać się do krypty jego ciotki w banku Gringotta i znaleźć jeden z horkruksów. - warknął Ron. - Tak to prawda...Draco jest po naszej stronie.
Nie pokazywałem tego na twarzy, ale w środku uśmiechałem się. To było miłe. Oni stali za mną murem. Ufali mi.
- Więc...szukam czegoś. Nie wiem o tym wiele, ale należało to do Roweny Ravenclaw. Powinno być małe i łatwe do ukrycia - skończył.
Między ludźmi zapanowała długa cisza.
- Co z jej zaginionym diademem ? - rozpoznałem głos Luny.
Na drugim roku zadurzyłem się w jej fantazji , lubiłem jej niezwykłą mądrość, włosy i oczy. Kilka tygodni później zacząłem zakochiwać się w Hermionie, i wtedy uświadomiłem sobie, że nie lubiłem Luny, po prostu strasznie przypominała mi moją mamę.
