piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 4 - Bitwa o Hogwart, cz. I


Kiedy skończyliśmy jeść lunch, spakowaliśmy namiot i robiliśmy wszystko zgodnie z planem Hermiony.

-Zawsze kiedy mamy jakiś plan nic się nie udaje - stwierdził Harry. - Trzymamy się zasad a i tak zawsze rozpętuje się piekło.

Zgodziłem się z Harry'm, planowanie nic nie da, jeśli świat nie przystosuje się do naszych planów, i nie pozwoli im się zrealizować. Przez wzgląd na rozsądek Hermiony wysłuchaliśmy jej decyzji i szybko się deportowaliśmy. Moment w którym wzięliśmy nasze pierwsze oddechy, dźwięk wypełniającej się przestrzeni - wiedziałem, że to zaklęcie zwodzące.

- Świetnie...wiedzą że tu jesteśmy - złapałem z trudem powietrze, wziąłem Hermionę za rękę i zbiegłem w dół ulicy bokiem alei. Zamarłem, kiedy zauważyłem, że w żaden sposób nie mogę się poruszyć w przód, kiedy to Śmierciożercy deptali nam po piętach. Drzwi po mojej prawej stronie otworzyły się i ktoś zawołał Harry'ego :

-Potter ! Tutaj ! - wymamrotał.

Właściwie to popchnąłem Hermionę w stronę drzwi, uważając, aby nikt poza nami nie dostał się do środka. Skierowaliśmy się do schodów prowadzących do kuchni. Uchwyciłem końcówkę jakiejś konwersacji.

-Widziałeś jego twarz ? - powiedział Ron.
-To musi być brat Dumbledore'a - odpowiedział Harry.
Kiedy ustałem na ostatni schodek, wysoki mężczyzna -tak jak mówili- wyglądał zupełnie jak Dumbledore.
-Ty musisz być Aberforth - wymamrotał Harry.
Rozpoczęli pośpieszną konwersację o tym, jak Harry jest głupi, że postanowił przeteleportować się do Hogsmeade, a potem przekształcili to w rozmowę o Dumbledorze i jego zaufaniu do poniesienia tak dużego ciężaru - w oczach Aberfortha - niemożliwej misji, która mogła skończyć się śmiercią.
Nie chciałem tego słuchać, więc przeniosłem mój umysł w strefę myśli o mojej przyszłości z Hermioną. Zanim zacząłem rozmyślania , trójka przeniosła wzrok na portret młodej dziewczyny, towarzyszącej komuś obok niej. Z portretu wyszedł nagle Neville, który patrzył na nas jakby ktoś go pobił.
Przywitał się z Harry’m, Ronem i Hermioną, a kiedy zobaczył mnie, zatrzymał się. Jego reakcja była taka jak przypuszczałem, po tych wszystkich latach szkoły w których robiłem mu na złość.
- Co on tutaj robi ? - zapytał Harry'ego.
- Jest po naszej stronie - odpowiedział Wybraniec.
Neville spojrzał na mnie obojętnie, zanim pokiwał głową.
-Dobrze...bądź po naszej stronie, wtedy my też będziemy po twojej.
Obrócił się i ruszył w stronę holu, chronionego przez portret, a my jeden za drugim poszliśmy za nim. Nie miałem pojęcia w jakim kierunku szliśmy, więc po prostu szedłem za Hermioną która była obok Rona, ten zaś towarzyszył Harry'emu, który przemieszczał się tuż za Nevillem. Po 5 minutach Longbottom zatrzymał się i otworzył portret, przez który przeszliśmy.


-Mam dla was niespodziankę - powiedział wesoło wchodząc do pokoju.
- Och, mam nadzieję że to nie mleko kokosowe Aberfortha, bo mam problemy z trawieniem tego czegoś - zabrzmiał znajomy głos Seamusa Finnigana.
Neville dał krok do przodu, a ja patrzyłem jak Harry idzie za nim. Nagle usłyszałem głośne oklaski i masowy doping. Podeszliśmy bliżej i wszystko ucichło. Zastanawiałem się co się wydarzyło, a potem uświadomiłem sobie, że to moja obecność. Kiedy przeszedłem przez portretowy hol i znalazłem się obok Harry'ego, każdy sapał, a uczniowie nawet robili pszczelą linię przez drzwi.
- Hej, nie przejmujcie się ludzie, Draco jest z nami - Harry jęknął głośo.
Na te słowa wściekły tłum uspokoił się.
- Jak mamy mu zaufać ? Jest ze Slytherinu. - warknęła przypadkowa dziewczyna
- Pomógł nam włamać się do krypty jego ciotki w banku Gringotta i znaleźć jeden z horkruksów. - warknął Ron. - Tak to prawda...Draco jest po naszej stronie.
Nie pokazywałem tego na twarzy, ale w środku uśmiechałem się. To było miłe. Oni stali za mną murem. Ufali mi.
- Więc...szukam czegoś. Nie wiem o tym wiele, ale należało to do Roweny Ravenclaw. Powinno być małe i łatwe do ukrycia - skończył.
Między ludźmi zapanowała długa cisza.
- Co z jej zaginionym diademem ? - rozpoznałem głos Luny.
Na drugim roku zadurzyłem się w jej fantazji , lubiłem jej niezwykłą mądrość, włosy i oczy. Kilka tygodni później zacząłem zakochiwać się w Hermionie, i wtedy uświadomiłem sobie, że nie lubiłem Luny, po prostu strasznie przypominała mi moją mamę.

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 3 - Prawie relaksujący dzień

Następnego ranka obudził mnie zapach smażonego bekonu. To było nowe i cudowne doświadczenie, gdyż moja rodzina nigdy nie jadała śniadania. Powoli wstałem, poszedłem się umyć i ubrać, po czym skierowałem się do kuchni. Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem Harry'ego i Rona w głębokiej dyskusji. Hermiona z trudem przerzucała resztę jedzenia do dużego półmiska.
- To pachnie smakowicie, Hermiono - powiedziałem chwytając przy tym talerz i zwalniając jej ręce, dzięki czemu mogła wziąć dzbanek z orzeźwiającym, pomarańczowym sokiem.
Postawiwszy to wszystko na stole chwyciłem talerz z sztućcami i usiadłem obok Hermiony. Zapowiadał by się świetny dzień, gdyby nie fakt, że wciąż musimy znaleźć i zniszczyć cztery horkruksy. Hermiona zasugerowała, że dla naszej psychiki będzie lepiej jeśli odpoczniemy przed jutrzejszym wyjściem. Wszyscy się zgodziliśmy.
Harry i Ron trenowali pojedynki - używając łatwych zaklęć - na zewnątrz namiotu, oczekując na swoją zmianę w jego pilnowaniu. Hermiona była w małej bibliotece, gdzie czytała kilka interesujących książek które znalazła. Dołączyłem do niej i począłem czytać książkę o historii i drzewie genealogicznym mojej rodziny. Połowa rzeczy które przeczytałem oburzyły mnie.
Z mojej peryferyjnej wizji zobaczyłem Hermionę zamykającą książkę i wstającą ze swojego fotela. Popatrzyła na mnie lekko speszona, jakby coś było dla niej kłopotliwe. Szybko wstałem i ruszyłem aby znaleźć się obok niej.
- Co Cię trapi, Hermiono? - zapytałem z ciekawością.

Draco And Hermione - draco-malfoy-and-hermione-granger Fan Art
- Nic. - Hermiona nie była dobrym kłamcą. Przekonałem się o tym już w dzień poznania jej.
- Możesz mi zaufać. Co się dzieje?

Oparła się o półkę z książkami i popatrzyła na mnie.
- Bądźmy przyjaciółmi. Mamy zbyt wiele do stracenia by to kontynuować.
Potrząsnąłem głową i ruszyłemna przód. Kiedy byłem już przy niej, chwyciłem ją za rękę i spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Nie obchodzi mnie to co stracimy. Nie można tego porównać do braku Ciebie w moim życiu. Jesteś wszystkim czego pragnę - skończyłem drżącym głosem.
Bałem się, że ona po prostu chciała być miła. Może nie była szczęśliwa w naszym związku. Nie mam pojęcia co bym zrobił, gdybym kiedykolwiek ją stracił. Kiedy usłyszałem czyjeś śmiechy, moje myśli skierowały się w innym kierunku. Może podobał się jej ktoś inny, Harry albo Ron. Natychmiast poczułem zazdrość napływającą do moich żył. Z drugiej strony może miała rację z tym, że mamy za dużo do stracenia.
Dla niej mógłbym wyrzec się pieniędzy i wszystkich rzeczy jakie miałem odziedziczyć po ojcu. W przyszłości mógłbym nie mieć żadnych problemów finansowych, ale nie widziałem przyszłości bez Granger. Dałbym wszystko, by ta kobieta była moją żoną, i abyśmy byli razem przez resztę naszego życia.
Popatrzyłem na nią z błagającymi oczami, ale ona tylko pokręciła głową. Wyłapałem jej spojrzenie na zegarze zanim udała się do kuchni. Nie pozwolę jej tak łatwo odejść. Nieugięty skierowałem się w stronę, z której usłyszałem jej krzyk. Kiedy zorientowałem się gdzie była, zobaczyłem jak zerkała na Harry'ego który leżał na podłodze drżąc.
O co w tym wszystkim chodzi? Mój wzrok przeniosłem na Rona i Hermionę, którzy ze zmartwionymi wyrazami twarzy patrzyli na niego. Mam na myśli, że wyglądał na bardzo zranionego a nikt nie próbował mu pomóc. Zanim kontynuowałem moje rozmyślania jego oczy zaogniły się i usiadł ciężko oddychając. Spojrzał na Rona, a potem na Hermionę zanim wymamrotał :
- On wie...Sami-Wiecie-Kto wie, że poszukujemy horkruksów. Jest wściekły i przestraszony. Widziałem jakiś budynek… to był Hogwart.
Kiedy skończył mówić próbowałem poskładać te słowa w coś, co miałoby jakikolwiek sens. Sami-Wiecie-Kim był na pewno Voldemort, dowiedział się, że szukamy horkruksów. Ostatni był w Hogwarcie...Nie miałem zamiaru wchodzić do szkoły, jest dobrze chroniona czarnoksiężnikami i śmierciożercami, zwłaszcza jeśli miałbym narazić Hermionę na niebezpieczeństwo.
- Nie...Wiem co myślisz - warknął Harry - Nie ma mowy, żeby Hermiona zbliżała się do szkoły, gdyby ją schwytali... - kontynuowałem moje rozmyślania. - Nikt nie zmusza Hermiony lub Rona do pójścia razem - zwrócił się do mnie. - Postanowiłem że tu zostaną, mogą wyjść jeśli tylko będą chcieli.
Hermiona zbliżyła do Harry'ego i spojrzała mu w oczy. Zobaczyłem między nimi troskę o lojalność.
- Nie odwrócę się od ciebie Harry, wygramy tę wojnę.
Ron wszedł między nich.
- Nigdy cię nie zostawię, bracie - wymruczał.
Trójka patrzyła na mnie jakby czekali na moje odejście, ale ja ruszyłem naprzód. Jeśli Hermiona ma zamiar iść, to ja też. Nie mógłbym  puścić jej samej, beze mnie, potrzebowałem świadomości że jest bezpieczna. Wziąłem głęboki wdech i potrząsnąłem głową.
- A więc kiedy wyruszamy ?

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 2 - Nie mogę uwierzyć że to zrobiliśmy!

Obudziliśmy się następnego ranka i zaczęliśmy przygotowania do Banku Gringotta. Ja sam nie przebierałem się, gdyż miałem być sobą, więc usiadłem z tyłu i obserwowałem Hermionę, która bawiła się swoim nowym wyglądem. Ron skończył swoją przemianę z brązowymi włosami i bez piegów, która była perfekcyjna choć prosta. Gdybym nie widział go przed przemianą, nie rozpoznał bym go. Włosy Harry'ego zamieniły się w blond a oczy stały się niebieskie. Hermiona natomiast rzuciła urok na jego okulary, aby sprawić że będą niewidoczne. Następnie, ale nie na końcu, Hermiona użyła odbicia w garnku, by zmienić swój wygląd. Lubiłem Harry'ego jako blondyna w niebieskich oczach. Będziemy uchodzić za bliźnięta.
Patrzyłem jak odwróciła się do mnie i nieśmiało się uśmiechnęła.
- Więc... Jak wyglądam ? - zapytała mnie.
I can't believe we just did that!
Odpowiedzenie na to pytanie zajęło mi trochę czasu. Po prostu miałem słów na to jak pięknie wyglądała. Natychmiast pomyślałem o naszej przyszłości.
- Wyglądasz nieziemsko. - Zatrzymałem się na kilka minut aby pozbierać moje myśli.
- Ron, Ty będziesz Marcusem Flintem, Harry, Ty będziesz Adrianem Pucey a Ty Hermiono, będziesz moją dziewczyną Astorią Greengrass - Hermiona zarumieniła się na te słowa, a reszta skinęła głowami w potwierdzeniu.
Podszedłem do łóżka i wciągnąłem mój plecak na kolano. Po tym jak zanurzyłem w nim moją rękę, wyciągnąłem z niego trzy zestawy podróżnych szat i rzuciłem je do każdego z nich.
- Włóżcie je, jeśli chcecie przeobrazić się na czystokrwistych. Musicie wyglądać jak milion galeonów. - Zakończyłem chichocząc.
Czekałem cierpliwie aż skończą się przebierać przed wyjściem na zewnątrz. Wziąłem torbę Hermiony i włożyłem ją do mojej własnej przed rzuceniem na nią zaklęcia zmniejszającego, po czym wsunąłem ją do mojej kieszeni. Chwyciliśmy się za ręce i wchłonęła nas nicość.
Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Byliśmy na Diagon Alley. Zwróciłem się w kierunku Banku Gringotta, po czym spojrzałem na moich towarzyszy i rzekłem.
- Nic nie mówcie i nie zwracajcie na siebie uwagi, chyba że dam Wam znak. Jeśli ktoś coś do Was powie to w konieczności kiwnijcie głową.
Po 49 stopach dotarliśmy do recepcji Gringotta. Zatrzymałem się, by upewnić się, że za mną są obecni moi „skrzydłowi”. Odkaszlnąłem, by zwrócić uwagę goblinów.
- Chciałbym wejść do skrytki Bellatrix Lestrange. - Powiedziałem poważnym tonem, co wyszło mi całkiem nieźle.
Jeden z goblinów zamrugał i złapał mój wzrok.
- Identyfikacja? - zapytał.
Wyciągnąłem różdżkę z mojej kieszeni i skierowałem ją ku niemu. Patrzyłem jak jego długie, cienkie palce wyrwały mi ją z dłoni. Studiował ją, po czym wyrzucił z siebie westchnienie.
- Tędy panie Malfoy. - Powiedział chwytając latarkę i kierując się do wejścia prowadzącego ku podziemnym skrytkom.
Cały czas zastanawiałem się, jak niby mieliśmy szukać horkruksa z oddechem goblina na szyjach? Może powinniśmy zapytać o odrobinę prywatności albo może użyć na nim imperio czy coś. To były moje stałe myśli od kiedy zbliżyliśmy się do skarbca mojej ciotki. Patrzyłem jak goblin idzie na przód z dzwonkiem, chcąc uspokoić smoka. Obserwowałem jak umieszczał swoją dłoń na krypcie, aby ją otworzyć. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczyłem co było w środku. Nie dla tego, że to był nowy widok dla moich oczu, tylko dla tego, że uświadomiłem sobie jak trudne będzie znalezienie horkruksu.
Zbliżyłem się do moich towarzyszy i razem ruszyliśmy do wnętrza skrytki.
- Nie dotykajcie niczego. Na każdą rzecz rzucone jest zaklęcie gemino, które pomnoży wszystko czego dotknie ktoś obcy - skinęli głową, oznajmiając że zrozumieli.
30 minut zajęło nam przesianie wszystkich kosztowności znajdujących się w krypcie. Zauważyłem, że goblin zaczął stawać się coraz bardziej podejrzliwy. Nie zważałem na to, że przycisnął swoją dłoń do ściany.
- Tutaj! -usłyszałem głos Harry'ego i szybko odwróciłem się w jego kierunku. Wskazywał na kielich który miał znak Hufflepuffu.
Szybko wspiąłem się na drabinę aby dosięgnąć do półki na której był umieszczony, i szarpnąłem go, zanim zeskoczyłem na dół i poczułem ziemię pod nogami. Kierując się do wyjścia usłyszeliśmy ryk. Nagle goblin który nam towarzyszył zaczął krzyczeć.
- Złodzieje ... złodzieje! - powtarzał bez przerwy.
        Złapałem Hermionę za rękę i zaczęliśmy biec schodami na drugie piętro krypt. Goblin który nas gonił wyglądał jak frytka, smok zdecydował się zionąć ogniem. Wszystko wokół nas eksplodowało, odłamki muru były wszędzie.

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 1 - Mój punkt zwrotny

Chodziłem w tą i z powrotem po moim ogromnym pokoju.  Cały wystrój tego miejsca był w stonowanych odcieniach zieleni, nawiązującej do Slytherinu. Podłoga i meble wykonane były z mahoniowego drewna. Naprzeciwko mnie znajdowało się ogromne okno. Ponura pogoda powodowała, że czułem się coraz gorzej. Jeszcze przed chwilą podsłuchałem rozmowę ciotki z ojcem.  Śmierciożercy złapali ICH. Złapali TE osoby, które szukał Czarny Pan. Modlę się w duchu, aby wśród nich nie znalazła się Hermiona. Jedyna osoba, którą darzę nieposkromionym uczuciem.
Niespodziewanie do moich uszu doszedł dzwonek do drzwi. W momencie ruszyłem w ich kierunku. W połowie drogi, tanecznym krokiem wyprzedzili mnie ojciec wraz z Bellą.
- Nie tak prędko, Draco. – syknęła Bella. Jej ton głos powodował ciarki na moim ciele. – Pomożesz nam.
Ojciec popchnął mnie w kierunku jednego z wielu pokoi. To była ona. Hermiona. Siedziała związana jakąś grubą liną wraz z Potterem i Weasleyem.
- TO ONI? – usłyszałem krzyk ciotki. Powoli zbliżałem się do nich udając, że próbuję się upewnić. Twarz Pottera dziwnie była zmutowana, Weasley miał wiele siniaków a z twarzy Hermiony lała się krew.
- To nie oni. – Odpowiedziałem jak najpewniejszym głosem.
- Jesteś pewny? Musimy mieć pewność. Inaczej zabije nas wszystkich. – odezwała się tym razem matka.
- Tak. Chodzą razem ze mną do Slytherinu, widzimy się codziennie. Nie wiem co za idiota ich złapał. Straciliście tylko czas. – skłamałem po raz kolejny. Nie miałem innego wyboru. Musiałem ich chronić. 
Nie czekałem długo. Już po kilku sekundach Bellatrix ruszyła ku tym, co ich znaleźli, miotając w nich najróżniejszymi zaklęciami. Podbiegłem do Trójcy, wyrwałem torebkę Hermiony i używając Accio wyciągnąłem z niej nóż. Liny oplatające ich ciała opadły. Złapałem Granger za rękę i wybiegliśmy z budynku. Będąc poza domem złapałem ich za ręce i przeteleportowałem w jakieś bezpieczne miejsce.
- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego nas nie wydałeś? Przecież wiedziałeś, że to my. – zapytał Harry.

- Ja… - zająkałem się. Nie znam prawdziwego powodu mojego czynu. – Mam dość takiego życia. Od kilku lat żyje tak, jak to by chcieli moi rodzice. Jako Śmieriożerca miałem im pomóc i dobrze się bawić! Tak! Tą decyzją zrujnowałem sobie życie! Przez ten cały czas widziałem jedną drogę – zło. Teraz widzę drugą… Walkę! – po tych słowach mój wzrok spoczął na towarzyszach. Wszyscy mięli zszokowane miny.

- Harry… Chyba nie chcesz mu pozwolić od tak szukać z nami horkruksów? – zapytał Ron. – To kłamca! Pewnie jak zwykle wymyślił jakąś bajeczkę. Wierzycie mu?Hermiona podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
- Tak. – odpowiedziała pewnie. – Już od pierwszego roku w Hogwarcie byliśmy razem. Ufam mu.
- CO!? – wykrzyczał Ron. – On Cię wyzywał od szlam! Uprzykrzał Ci życie i upokarzał przy każdej okazji!- - Musiał zachować pozory! Dobrze wiedziałam że tak nie myśli. Myślicie że życie w kłamstwie było dla nas łatwe!?
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? – wtrącił się do rozmowy Harry.
- Wiedziałam jak zareagujecie. Wiedziałam też, że w końcu dowiecie się sami.
- PRZESTAŃCIE OKEJ! – próbowałem sprowadzić ich na ziemię. Rozumiem że to był dla nich szok, ale… To Miona będzie wybierać kogo będzie lubić a kogo nie. Mimo to byłem naprawdę szczęśliwy z tego, że nie wstydziła się naszego związku. 
– Proponuje rozłożyć namiot, i póki co rozłożyć się tutaj.
Znajdowaliśmy się na małej polanie, w środku buczyny. Wokół nas były tylko i wyłącznie drzewa. Po środku było miejsce na rozpalenie ogniska. Często bywałem tu na biwakach, gdy byłem mały.
- Okej. – zgodzili się.Harry, Ron i Hermiona rzucali zaklęcia by zabezpieczyć nasze obozowisko. Ja rozpaliłem ognisko i rozłożyłem namiot, wcześniej wyjęty z torebki Hermiony.
- Dziękuję – usłyszałem cichy szept w okolicy mojego ucha.
- Nie ma za co, Hermiono. – Zwróciłem się ku dziewczynie i przytuliłem ją do swojego ciała.
***
Podczas tej godziny dowiedziałem się więcej niż myślałem. Harry miewa dziwne sny, i może wchodzić do świadomości Voldemorta. Poszukujemy horkruksów, które trzeba zniszczyć by zabić Czarnego Pana. Jednym z nich był dziennik, drugim pierścień. Z tego co dowiedział się Wybraniec, kolejny znajduje się w Banku Gringotta. W skrytce osoby, której bym się w życiu nie spodziewał. W skrytce mojej własnej ciotki… W sakrbcu Bellatrix Lestrange.

wtorek, 24 grudnia 2013

Prolog

Już pierwszego dnia Draco i Hermiona ''spadli'' na siebie. Jedynym problemem był ich tajny związek. Zbliża się koniec wojny, kiedy Czarny Pan zyskuje nowych zwolenników, a Draco odwraca się od swojej rodziny by być z Hermioną. Jak będzie biegło ich życie po zakończeniu wojny?