sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 3 - Prawie relaksujący dzień

Następnego ranka obudził mnie zapach smażonego bekonu. To było nowe i cudowne doświadczenie, gdyż moja rodzina nigdy nie jadała śniadania. Powoli wstałem, poszedłem się umyć i ubrać, po czym skierowałem się do kuchni. Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem Harry'ego i Rona w głębokiej dyskusji. Hermiona z trudem przerzucała resztę jedzenia do dużego półmiska.
- To pachnie smakowicie, Hermiono - powiedziałem chwytając przy tym talerz i zwalniając jej ręce, dzięki czemu mogła wziąć dzbanek z orzeźwiającym, pomarańczowym sokiem.
Postawiwszy to wszystko na stole chwyciłem talerz z sztućcami i usiadłem obok Hermiony. Zapowiadał by się świetny dzień, gdyby nie fakt, że wciąż musimy znaleźć i zniszczyć cztery horkruksy. Hermiona zasugerowała, że dla naszej psychiki będzie lepiej jeśli odpoczniemy przed jutrzejszym wyjściem. Wszyscy się zgodziliśmy.
Harry i Ron trenowali pojedynki - używając łatwych zaklęć - na zewnątrz namiotu, oczekując na swoją zmianę w jego pilnowaniu. Hermiona była w małej bibliotece, gdzie czytała kilka interesujących książek które znalazła. Dołączyłem do niej i począłem czytać książkę o historii i drzewie genealogicznym mojej rodziny. Połowa rzeczy które przeczytałem oburzyły mnie.
Z mojej peryferyjnej wizji zobaczyłem Hermionę zamykającą książkę i wstającą ze swojego fotela. Popatrzyła na mnie lekko speszona, jakby coś było dla niej kłopotliwe. Szybko wstałem i ruszyłem aby znaleźć się obok niej.
- Co Cię trapi, Hermiono? - zapytałem z ciekawością.

Draco And Hermione - draco-malfoy-and-hermione-granger Fan Art
- Nic. - Hermiona nie była dobrym kłamcą. Przekonałem się o tym już w dzień poznania jej.
- Możesz mi zaufać. Co się dzieje?

Oparła się o półkę z książkami i popatrzyła na mnie.
- Bądźmy przyjaciółmi. Mamy zbyt wiele do stracenia by to kontynuować.
Potrząsnąłem głową i ruszyłemna przód. Kiedy byłem już przy niej, chwyciłem ją za rękę i spojrzałem jej głęboko w oczy.
- Nie obchodzi mnie to co stracimy. Nie można tego porównać do braku Ciebie w moim życiu. Jesteś wszystkim czego pragnę - skończyłem drżącym głosem.
Bałem się, że ona po prostu chciała być miła. Może nie była szczęśliwa w naszym związku. Nie mam pojęcia co bym zrobił, gdybym kiedykolwiek ją stracił. Kiedy usłyszałem czyjeś śmiechy, moje myśli skierowały się w innym kierunku. Może podobał się jej ktoś inny, Harry albo Ron. Natychmiast poczułem zazdrość napływającą do moich żył. Z drugiej strony może miała rację z tym, że mamy za dużo do stracenia.
Dla niej mógłbym wyrzec się pieniędzy i wszystkich rzeczy jakie miałem odziedziczyć po ojcu. W przyszłości mógłbym nie mieć żadnych problemów finansowych, ale nie widziałem przyszłości bez Granger. Dałbym wszystko, by ta kobieta była moją żoną, i abyśmy byli razem przez resztę naszego życia.
Popatrzyłem na nią z błagającymi oczami, ale ona tylko pokręciła głową. Wyłapałem jej spojrzenie na zegarze zanim udała się do kuchni. Nie pozwolę jej tak łatwo odejść. Nieugięty skierowałem się w stronę, z której usłyszałem jej krzyk. Kiedy zorientowałem się gdzie była, zobaczyłem jak zerkała na Harry'ego który leżał na podłodze drżąc.
O co w tym wszystkim chodzi? Mój wzrok przeniosłem na Rona i Hermionę, którzy ze zmartwionymi wyrazami twarzy patrzyli na niego. Mam na myśli, że wyglądał na bardzo zranionego a nikt nie próbował mu pomóc. Zanim kontynuowałem moje rozmyślania jego oczy zaogniły się i usiadł ciężko oddychając. Spojrzał na Rona, a potem na Hermionę zanim wymamrotał :
- On wie...Sami-Wiecie-Kto wie, że poszukujemy horkruksów. Jest wściekły i przestraszony. Widziałem jakiś budynek… to był Hogwart.
Kiedy skończył mówić próbowałem poskładać te słowa w coś, co miałoby jakikolwiek sens. Sami-Wiecie-Kim był na pewno Voldemort, dowiedział się, że szukamy horkruksów. Ostatni był w Hogwarcie...Nie miałem zamiaru wchodzić do szkoły, jest dobrze chroniona czarnoksiężnikami i śmierciożercami, zwłaszcza jeśli miałbym narazić Hermionę na niebezpieczeństwo.
- Nie...Wiem co myślisz - warknął Harry - Nie ma mowy, żeby Hermiona zbliżała się do szkoły, gdyby ją schwytali... - kontynuowałem moje rozmyślania. - Nikt nie zmusza Hermiony lub Rona do pójścia razem - zwrócił się do mnie. - Postanowiłem że tu zostaną, mogą wyjść jeśli tylko będą chcieli.
Hermiona zbliżyła do Harry'ego i spojrzała mu w oczy. Zobaczyłem między nimi troskę o lojalność.
- Nie odwrócę się od ciebie Harry, wygramy tę wojnę.
Ron wszedł między nich.
- Nigdy cię nie zostawię, bracie - wymruczał.
Trójka patrzyła na mnie jakby czekali na moje odejście, ale ja ruszyłem naprzód. Jeśli Hermiona ma zamiar iść, to ja też. Nie mógłbym  puścić jej samej, beze mnie, potrzebowałem świadomości że jest bezpieczna. Wziąłem głęboki wdech i potrząsnąłem głową.
- A więc kiedy wyruszamy ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz