Następnego ranka obudził mnie zapach
smażonego bekonu. To było nowe i cudowne doświadczenie, gdyż moja rodzina nigdy
nie jadała śniadania. Powoli wstałem, poszedłem się umyć i ubrać, po czym
skierowałem się do kuchni. Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem Harry'ego i Rona
w głębokiej dyskusji. Hermiona z trudem przerzucała resztę jedzenia do dużego
półmiska.
- To pachnie smakowicie, Hermiono -
powiedziałem chwytając przy tym talerz i zwalniając jej ręce, dzięki czemu
mogła wziąć dzbanek z orzeźwiającym, pomarańczowym sokiem.
Postawiwszy to wszystko na stole chwyciłem
talerz z sztućcami i usiadłem obok Hermiony. Zapowiadał by się świetny dzień,
gdyby nie fakt, że wciąż musimy znaleźć i zniszczyć cztery horkruksy. Hermiona
zasugerowała, że dla naszej psychiki będzie lepiej jeśli odpoczniemy przed
jutrzejszym wyjściem. Wszyscy się zgodziliśmy.
Harry i Ron trenowali pojedynki - używając
łatwych zaklęć - na zewnątrz namiotu, oczekując na swoją zmianę w jego
pilnowaniu. Hermiona była w małej bibliotece, gdzie czytała kilka
interesujących książek które znalazła. Dołączyłem do niej i począłem czytać
książkę o historii i drzewie genealogicznym mojej rodziny. Połowa rzeczy które
przeczytałem oburzyły mnie.
Z mojej peryferyjnej wizji zobaczyłem
Hermionę zamykającą książkę i wstającą ze swojego fotela. Popatrzyła na mnie
lekko speszona, jakby coś było dla niej kłopotliwe. Szybko wstałem i ruszyłem
aby znaleźć się obok niej.
- Co Cię trapi, Hermiono? - zapytałem z
ciekawością.
- Możesz mi zaufać. Co się dzieje?
- Bądźmy przyjaciółmi. Mamy zbyt wiele do
stracenia by to kontynuować.
Potrząsnąłem głową i ruszyłemna przód.
Kiedy byłem już przy niej, chwyciłem ją za rękę i spojrzałem jej głęboko w
oczy.
- Nie obchodzi mnie to co stracimy. Nie
można tego porównać do braku Ciebie w moim życiu. Jesteś wszystkim czego pragnę
- skończyłem drżącym głosem.
Bałem się, że ona po prostu chciała być
miła. Może nie była szczęśliwa w naszym związku. Nie mam pojęcia co bym zrobił,
gdybym kiedykolwiek ją stracił. Kiedy usłyszałem czyjeś śmiechy, moje myśli
skierowały się w innym kierunku. Może podobał się jej ktoś inny, Harry albo
Ron. Natychmiast poczułem zazdrość napływającą do moich żył. Z drugiej strony
może miała rację z tym, że mamy za dużo do stracenia.
Dla niej mógłbym wyrzec się pieniędzy i
wszystkich rzeczy jakie miałem odziedziczyć po ojcu. W przyszłości mógłbym nie
mieć żadnych problemów finansowych, ale nie widziałem przyszłości bez Granger.
Dałbym wszystko, by ta kobieta była moją żoną, i abyśmy byli razem przez resztę
naszego życia.
Popatrzyłem na nią z błagającymi oczami,
ale ona tylko pokręciła głową. Wyłapałem jej spojrzenie na zegarze zanim udała
się do kuchni. Nie pozwolę jej tak łatwo odejść. Nieugięty skierowałem się w
stronę, z której usłyszałem jej krzyk. Kiedy zorientowałem się gdzie była,
zobaczyłem jak zerkała na Harry'ego który leżał na podłodze drżąc.
O co w tym wszystkim chodzi? Mój wzrok
przeniosłem na Rona i Hermionę, którzy ze zmartwionymi wyrazami twarzy patrzyli
na niego. Mam na myśli, że wyglądał na bardzo zranionego a nikt nie próbował mu
pomóc. Zanim kontynuowałem moje rozmyślania jego oczy zaogniły się i usiadł
ciężko oddychając. Spojrzał na Rona, a potem na Hermionę zanim wymamrotał :
- On wie...Sami-Wiecie-Kto wie, że
poszukujemy horkruksów. Jest wściekły i przestraszony. Widziałem jakiś budynek…
to był Hogwart.
Kiedy skończył mówić próbowałem poskładać
te słowa w coś, co miałoby jakikolwiek sens. Sami-Wiecie-Kim był na pewno
Voldemort, dowiedział się, że szukamy horkruksów. Ostatni był w Hogwarcie...Nie
miałem zamiaru wchodzić do szkoły, jest dobrze chroniona czarnoksiężnikami i
śmierciożercami, zwłaszcza jeśli miałbym narazić Hermionę na niebezpieczeństwo.
- Nie...Wiem co myślisz - warknął Harry -
Nie ma mowy, żeby Hermiona zbliżała się do szkoły, gdyby ją schwytali... -
kontynuowałem moje rozmyślania. - Nikt nie zmusza Hermiony lub Rona do pójścia
razem - zwrócił się do mnie. - Postanowiłem że tu zostaną, mogą wyjść jeśli
tylko będą chcieli.
Hermiona zbliżyła do Harry'ego i spojrzała
mu w oczy. Zobaczyłem między nimi troskę o lojalność.
- Nie odwrócę się od ciebie Harry, wygramy
tę wojnę.
Ron wszedł między nich.
- Nigdy cię nie zostawię, bracie -
wymruczał.
Trójka patrzyła na mnie jakby czekali na
moje odejście, ale ja ruszyłem naprzód. Jeśli Hermiona ma zamiar iść, to ja
też. Nie mógłbym puścić jej samej, beze mnie, potrzebowałem świadomości
że jest bezpieczna. Wziąłem głęboki wdech i potrząsnąłem głową.
- A więc kiedy wyruszamy ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz