piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 2 - Nie mogę uwierzyć że to zrobiliśmy!

Obudziliśmy się następnego ranka i zaczęliśmy przygotowania do Banku Gringotta. Ja sam nie przebierałem się, gdyż miałem być sobą, więc usiadłem z tyłu i obserwowałem Hermionę, która bawiła się swoim nowym wyglądem. Ron skończył swoją przemianę z brązowymi włosami i bez piegów, która była perfekcyjna choć prosta. Gdybym nie widział go przed przemianą, nie rozpoznał bym go. Włosy Harry'ego zamieniły się w blond a oczy stały się niebieskie. Hermiona natomiast rzuciła urok na jego okulary, aby sprawić że będą niewidoczne. Następnie, ale nie na końcu, Hermiona użyła odbicia w garnku, by zmienić swój wygląd. Lubiłem Harry'ego jako blondyna w niebieskich oczach. Będziemy uchodzić za bliźnięta.
Patrzyłem jak odwróciła się do mnie i nieśmiało się uśmiechnęła.
- Więc... Jak wyglądam ? - zapytała mnie.
I can't believe we just did that!
Odpowiedzenie na to pytanie zajęło mi trochę czasu. Po prostu miałem słów na to jak pięknie wyglądała. Natychmiast pomyślałem o naszej przyszłości.
- Wyglądasz nieziemsko. - Zatrzymałem się na kilka minut aby pozbierać moje myśli.
- Ron, Ty będziesz Marcusem Flintem, Harry, Ty będziesz Adrianem Pucey a Ty Hermiono, będziesz moją dziewczyną Astorią Greengrass - Hermiona zarumieniła się na te słowa, a reszta skinęła głowami w potwierdzeniu.
Podszedłem do łóżka i wciągnąłem mój plecak na kolano. Po tym jak zanurzyłem w nim moją rękę, wyciągnąłem z niego trzy zestawy podróżnych szat i rzuciłem je do każdego z nich.
- Włóżcie je, jeśli chcecie przeobrazić się na czystokrwistych. Musicie wyglądać jak milion galeonów. - Zakończyłem chichocząc.
Czekałem cierpliwie aż skończą się przebierać przed wyjściem na zewnątrz. Wziąłem torbę Hermiony i włożyłem ją do mojej własnej przed rzuceniem na nią zaklęcia zmniejszającego, po czym wsunąłem ją do mojej kieszeni. Chwyciliśmy się za ręce i wchłonęła nas nicość.
Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Byliśmy na Diagon Alley. Zwróciłem się w kierunku Banku Gringotta, po czym spojrzałem na moich towarzyszy i rzekłem.
- Nic nie mówcie i nie zwracajcie na siebie uwagi, chyba że dam Wam znak. Jeśli ktoś coś do Was powie to w konieczności kiwnijcie głową.
Po 49 stopach dotarliśmy do recepcji Gringotta. Zatrzymałem się, by upewnić się, że za mną są obecni moi „skrzydłowi”. Odkaszlnąłem, by zwrócić uwagę goblinów.
- Chciałbym wejść do skrytki Bellatrix Lestrange. - Powiedziałem poważnym tonem, co wyszło mi całkiem nieźle.
Jeden z goblinów zamrugał i złapał mój wzrok.
- Identyfikacja? - zapytał.
Wyciągnąłem różdżkę z mojej kieszeni i skierowałem ją ku niemu. Patrzyłem jak jego długie, cienkie palce wyrwały mi ją z dłoni. Studiował ją, po czym wyrzucił z siebie westchnienie.
- Tędy panie Malfoy. - Powiedział chwytając latarkę i kierując się do wejścia prowadzącego ku podziemnym skrytkom.
Cały czas zastanawiałem się, jak niby mieliśmy szukać horkruksa z oddechem goblina na szyjach? Może powinniśmy zapytać o odrobinę prywatności albo może użyć na nim imperio czy coś. To były moje stałe myśli od kiedy zbliżyliśmy się do skarbca mojej ciotki. Patrzyłem jak goblin idzie na przód z dzwonkiem, chcąc uspokoić smoka. Obserwowałem jak umieszczał swoją dłoń na krypcie, aby ją otworzyć. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczyłem co było w środku. Nie dla tego, że to był nowy widok dla moich oczu, tylko dla tego, że uświadomiłem sobie jak trudne będzie znalezienie horkruksu.
Zbliżyłem się do moich towarzyszy i razem ruszyliśmy do wnętrza skrytki.
- Nie dotykajcie niczego. Na każdą rzecz rzucone jest zaklęcie gemino, które pomnoży wszystko czego dotknie ktoś obcy - skinęli głową, oznajmiając że zrozumieli.
30 minut zajęło nam przesianie wszystkich kosztowności znajdujących się w krypcie. Zauważyłem, że goblin zaczął stawać się coraz bardziej podejrzliwy. Nie zważałem na to, że przycisnął swoją dłoń do ściany.
- Tutaj! -usłyszałem głos Harry'ego i szybko odwróciłem się w jego kierunku. Wskazywał na kielich który miał znak Hufflepuffu.
Szybko wspiąłem się na drabinę aby dosięgnąć do półki na której był umieszczony, i szarpnąłem go, zanim zeskoczyłem na dół i poczułem ziemię pod nogami. Kierując się do wyjścia usłyszeliśmy ryk. Nagle goblin który nam towarzyszył zaczął krzyczeć.
- Złodzieje ... złodzieje! - powtarzał bez przerwy.
        Złapałem Hermionę za rękę i zaczęliśmy biec schodami na drugie piętro krypt. Goblin który nas gonił wyglądał jak frytka, smok zdecydował się zionąć ogniem. Wszystko wokół nas eksplodowało, odłamki muru były wszędzie.

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 1 - Mój punkt zwrotny

Chodziłem w tą i z powrotem po moim ogromnym pokoju.  Cały wystrój tego miejsca był w stonowanych odcieniach zieleni, nawiązującej do Slytherinu. Podłoga i meble wykonane były z mahoniowego drewna. Naprzeciwko mnie znajdowało się ogromne okno. Ponura pogoda powodowała, że czułem się coraz gorzej. Jeszcze przed chwilą podsłuchałem rozmowę ciotki z ojcem.  Śmierciożercy złapali ICH. Złapali TE osoby, które szukał Czarny Pan. Modlę się w duchu, aby wśród nich nie znalazła się Hermiona. Jedyna osoba, którą darzę nieposkromionym uczuciem.
Niespodziewanie do moich uszu doszedł dzwonek do drzwi. W momencie ruszyłem w ich kierunku. W połowie drogi, tanecznym krokiem wyprzedzili mnie ojciec wraz z Bellą.
- Nie tak prędko, Draco. – syknęła Bella. Jej ton głos powodował ciarki na moim ciele. – Pomożesz nam.
Ojciec popchnął mnie w kierunku jednego z wielu pokoi. To była ona. Hermiona. Siedziała związana jakąś grubą liną wraz z Potterem i Weasleyem.
- TO ONI? – usłyszałem krzyk ciotki. Powoli zbliżałem się do nich udając, że próbuję się upewnić. Twarz Pottera dziwnie była zmutowana, Weasley miał wiele siniaków a z twarzy Hermiony lała się krew.
- To nie oni. – Odpowiedziałem jak najpewniejszym głosem.
- Jesteś pewny? Musimy mieć pewność. Inaczej zabije nas wszystkich. – odezwała się tym razem matka.
- Tak. Chodzą razem ze mną do Slytherinu, widzimy się codziennie. Nie wiem co za idiota ich złapał. Straciliście tylko czas. – skłamałem po raz kolejny. Nie miałem innego wyboru. Musiałem ich chronić. 
Nie czekałem długo. Już po kilku sekundach Bellatrix ruszyła ku tym, co ich znaleźli, miotając w nich najróżniejszymi zaklęciami. Podbiegłem do Trójcy, wyrwałem torebkę Hermiony i używając Accio wyciągnąłem z niej nóż. Liny oplatające ich ciała opadły. Złapałem Granger za rękę i wybiegliśmy z budynku. Będąc poza domem złapałem ich za ręce i przeteleportowałem w jakieś bezpieczne miejsce.
- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego nas nie wydałeś? Przecież wiedziałeś, że to my. – zapytał Harry.

- Ja… - zająkałem się. Nie znam prawdziwego powodu mojego czynu. – Mam dość takiego życia. Od kilku lat żyje tak, jak to by chcieli moi rodzice. Jako Śmieriożerca miałem im pomóc i dobrze się bawić! Tak! Tą decyzją zrujnowałem sobie życie! Przez ten cały czas widziałem jedną drogę – zło. Teraz widzę drugą… Walkę! – po tych słowach mój wzrok spoczął na towarzyszach. Wszyscy mięli zszokowane miny.

- Harry… Chyba nie chcesz mu pozwolić od tak szukać z nami horkruksów? – zapytał Ron. – To kłamca! Pewnie jak zwykle wymyślił jakąś bajeczkę. Wierzycie mu?Hermiona podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
- Tak. – odpowiedziała pewnie. – Już od pierwszego roku w Hogwarcie byliśmy razem. Ufam mu.
- CO!? – wykrzyczał Ron. – On Cię wyzywał od szlam! Uprzykrzał Ci życie i upokarzał przy każdej okazji!- - Musiał zachować pozory! Dobrze wiedziałam że tak nie myśli. Myślicie że życie w kłamstwie było dla nas łatwe!?
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? – wtrącił się do rozmowy Harry.
- Wiedziałam jak zareagujecie. Wiedziałam też, że w końcu dowiecie się sami.
- PRZESTAŃCIE OKEJ! – próbowałem sprowadzić ich na ziemię. Rozumiem że to był dla nich szok, ale… To Miona będzie wybierać kogo będzie lubić a kogo nie. Mimo to byłem naprawdę szczęśliwy z tego, że nie wstydziła się naszego związku. 
– Proponuje rozłożyć namiot, i póki co rozłożyć się tutaj.
Znajdowaliśmy się na małej polanie, w środku buczyny. Wokół nas były tylko i wyłącznie drzewa. Po środku było miejsce na rozpalenie ogniska. Często bywałem tu na biwakach, gdy byłem mały.
- Okej. – zgodzili się.Harry, Ron i Hermiona rzucali zaklęcia by zabezpieczyć nasze obozowisko. Ja rozpaliłem ognisko i rozłożyłem namiot, wcześniej wyjęty z torebki Hermiony.
- Dziękuję – usłyszałem cichy szept w okolicy mojego ucha.
- Nie ma za co, Hermiono. – Zwróciłem się ku dziewczynie i przytuliłem ją do swojego ciała.
***
Podczas tej godziny dowiedziałem się więcej niż myślałem. Harry miewa dziwne sny, i może wchodzić do świadomości Voldemorta. Poszukujemy horkruksów, które trzeba zniszczyć by zabić Czarnego Pana. Jednym z nich był dziennik, drugim pierścień. Z tego co dowiedział się Wybraniec, kolejny znajduje się w Banku Gringotta. W skrytce osoby, której bym się w życiu nie spodziewał. W skrytce mojej własnej ciotki… W sakrbcu Bellatrix Lestrange.

wtorek, 24 grudnia 2013

Prolog

Już pierwszego dnia Draco i Hermiona ''spadli'' na siebie. Jedynym problemem był ich tajny związek. Zbliża się koniec wojny, kiedy Czarny Pan zyskuje nowych zwolenników, a Draco odwraca się od swojej rodziny by być z Hermioną. Jak będzie biegło ich życie po zakończeniu wojny?